poniedziałek, 9 lutego 2015

Jak zacząć swoją przygodę z bieganiem? Jak zacząć biegać?

Dziś mam dla Was spóźnioną notkę z weekendu o tym, co ostatnio najbardziej mnie pochłania - o bieganiu. Od razu zaznaczę - nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, nie jestem zawodowcem. Jestem biegaczem - amatorem. Wiele razy widziałam na różnych forach pytania - od czego zacząć? jak się zmusić? 
Jeszcze jakiś czas temu nie przypuszczałabym, że bieganie tak mnie wciągnie. Zaczęło się od tego, że mąż mnie ostro zdenerwował. Przypomniałam sobie wówczas ile radości srpawiało mi bieganie w podstawówce i jak łatwo wyładowyłałam złe emocje podczas biegania gdy byłam nastolatką (ach ten okres buntu ;)) Naprawdę nie wiem skąd pojawiły się u mnie te myśli. Może zachłysnęlam się już dawką endorfin, którą dawała mi od kilku miesięcy zumba? Może po prostu miałam ochotę coś rozwalić, ale nie do końca tego chciałam? Był 3 stycznia 2014, na dworze zimno, ale bez śniegu. Założyłam stare dresy, buty sportowe i kilka warstw ubrań. Odkurzyłam swojego mp3 playera... 
(oto on :)) nadal mi służy)

Włożyłam w niego działającą baterię i.... pognałam przed siebie odkrywając na nowo hity, których słuchałam dobrych parę lat temu. Byłam w szoku, że mogłam biegać bez przerwy tak długo... (pewnie było to jakieś 15- 20 minut w tempie żółwia, ale byłam zachwycona). Zamiast wyzywać męża i kłócić się z nim, rozładowałam stres i nerwy biegając. Spodobało mi się. Zresztą od zawsze mój charakter był hm.. delikatnie mówiąc wybuchowy... Poczułam więc iskierkę nadziei, że może za chwilę zmieni się całe moje życie ;-) 

(moje pierwsze buty do biegania z Deichmanna, kupione z myślą o innym przeznaczeniu)

Zaczęłam biegać regularnie. Tzn. ćwiczyłam z Ewą Chodakowską, Tami Lee Webb, szukałam treningów w internecie... całość przeplatałam bieganiem, a czasem robiłam trening w domu + bieganie. Na dobry początek biegałam 3,2 km. Niewiele, prawda? Zdarzały się lepsze dni i mogłam zrobić dwa "kółeczka", więc nieco ponad 6 km. To był już mały sukces. W maju kupiłam pierwsze buty do biegania, bo znudziło mi się już ich ciągłe czyszczenie, by raz w tygodniu dodatkowo ćwiczyć w nich na zumbie. 



(buty do biegania Kalenji z Decathlona)

Niestety te buty okazały się wielką porażką. Kosztowały niewiele, bo 89 zł... Niby ładne, "penerskie", z całkiem niezłą przyczepnością.  Do tego nie najniższy model (specjalnie dołożyłam kilkadziesiąt złotych, by nie kupować najtańszego modelu). Często już po 1,5 km stopy grzały mi się w nich tak, że czułam się jakbym chodziła po rozżażonym węglu. Pytałam znajomych czy mieli podobne problemy. Nie. Większość miała nawet te najtańsze i biegała w nich naprawdę długie dystanse bez najmniejszego uczucia dyskomfortu. Jedną panią widziałam w "moich" butach biegowych nawet na bieszczadzkich szlakach, więc albo musiałam mieć pecha i moja para była felerna, albo mam tak wrażliwe stópki :-) 

W lipcu dołączyła do mnie koleżanka. Początkowo bałam się biegania z  nią, bo nie znałam jej tempa i nie chciałam się rozstawać ze swoją ulubioną muzyką. Okazało się jedna, że nasze tempo biegowe jest zbliżone, a plotkowanie sprawia, że czas płynie szybciej i nawet się nie obejrzymy, a już trening "odbębniony" ;)) Nasze wspólne treningi okazały się strzałem w dziesiątkę. Szybko zaczęłyśmy biegać podczas treningu 6 km i więcej. 

We wrześniu wystartowałyśmy w pierwszych zawodach na 5,4 km. Czas w okolicach 30 minut. Nieźle jak na debiut. 

W sierpniu wygrałam kupon podarunkowy na buty Asics w Sklepie Biegacza. Pan profesjonalnie dobrał mi moje obecne buciki:

Asics Zaraca 2




(model męski, rozmiar 43!!! normalnie noszę rozmiar 41, ale buty biegowe powinny być większe).

W październiku zaczęlyśmy biegać w cyklu 6 biegów City Trail (zawody na 5 km), które odbywają się obecnie w 10 miastach Polski (z reguły co miesiąc październik - marzec). 

Dołączyłyśmy do amatorskiej drużyny biegowej i chodzimy na wspólne treningi, w których uczestniczy nieraz 20-30 osób. Byłyśmy również na treningach drużyny Night Runners, jak sama nazwa wskazuje, biegających nocą, czyli o 21 ;) Koniecznie sprawdźcie, czy biegają u Was w mieście! A może sami założycie taką grupę? 

W grudniu wystartowałyśmy w pierwszej "dyszce" - biegu mikołajkowym. 
W najbliższy weekend czeka nas bieg walentynkowy, za 2 tygodnie lokalny bieg w Poznaniu. 
a wczoraj... po raz pierwszy przebiegłyśmy 19-20 km, czyli prawie półmaraton!
Wam też się uda!


(tutaj ja podczas sobotnich zawódów City Trail w Poznaniu)

Niespodziewanie stałam się również "twarzą" szóstych, ostatnich w tym sezonie zawódów z cyklu City Trail:
hihihi twarzą wydarzenia na facebooku, ale skoro wybrali mnie spośród ponad 800 startujących, to jest prawdziwy zaszczyt :D

(tu na zachęte jeszcze foto moich dotychczasowych trofeów ;))

Podsumowując:

1) Żeby zacząć biegać potrzebne są buty (na początku nie muszą być profesjonalne, bo co jeśli bieganie Ci się nie spodoba lub znudzi?), pozytywne nastawienie, uśmiech na twarzy i odrobina samozaparcia. 
2) Oczywiście można biegać samotnie, ale warto mieć kogoś z kim się trenuje. Naprawdę teraz bardzo to doceniam. Wyobraźcie sobie - wiatr wieje, śnieg w oczy prószy, temperatura na minusie... idziecie? Ja tak, bo jestem umówiona z Baśką :-) 
3) Na początku nie potrzebujesz profesjonalnych ciuchów. Ja zaczynałam biegać w dresach, w których chodziłam po domu. Serio. na szczęście zimą szybko robiło się ciemno i nikt nie widział powypychanych kolan :P Sama nie kupuję drogiej odzieży. Często zaopatruję się w Lidlu. W razie co - od 12.02 nowa sportowa oferta :-)) Na pewno nie ubieraj się na cebulkę. Dwie warstwy ubrań nawet zimą powinny wystarczyć. Już po kilkuset metrach będzie Ci ciepło. Spójrz na moje dłonie na zdjęciu z City Trail... sine od zimna. Tak było krótko po starcie,  po 1 kilometrze zrobiło się tak ciepło, że dłońmi mogłabym ogrzać niejednego zmarzlucha!
4) Zawody. jedni biegają tylko dla siebie, rekreacyjnie i ok. Nie neguję tego. Jednak jeśli się już zapiszesz na zawody, opłacisz start, odbierzesz pakiet startowy... no jest większa chęć do tego, by biegać, by trenować. Udział w zawodach mnie bardzo motywuje i chociaż nie traktuję ich póki co tak, że za każdym razem muszę poprawić wynik, to uwielbiam tę atmosferę, ludzi, kibiców (!) uwaga - wciąga! Możesz nawet się nie zorientować, że zapisałeś się na zawody 5 tygodni z rzędu... ja właśnie w weekend zaliczę 4/5 :P 
5) Pozdrowienie biegacza. Kiedy zaczynałam nie wiedziałam co to... któregoś dnia jakiś chłopak mijając mnie uniósł dłoń do góry. W domu wygooglowałam o co kaman. Znowu poczułam się dużo lepiej. Skoro mnie pozdrowił, widział we mnie biegaczkę... to już dużo znaczy...

Jeśli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem z pozycji biegaczki - amatorki. Może chcecie coś dodać?

Biegacie? 

3 komentarze:

  1. Fajny post, ciekawie się czyta :)
    Ja postanowiłam, że od przypływu stopni (bo jam zmarzluch) wyciągnę moje fioletowe buciki do biegania i też zacznę hasać po dworze :P Jedynie odpycha mnie teraz zimne powietrze, którego jak się nałykam to potem będę cierpieć przez kolejne dni :<
    "Stópki" - jasne xD Rozmiar 43 mówi sam za siebie ;P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mogę zmobilizować się do ćwiczeń :(

    OdpowiedzUsuń
  3. gosia wk najgorzej zacząć, później to tak wciąga, że nie możesz przestać. Wiem, bo mam już wrażenie, że to moje najzdrowsze uzależnienie ;) Jak zobaczysz pierwsze efekty, zarysowane mięśnie, zniknięcie kilku centymetrów z problematycznych miejsc będzie Ci się chciało nawet w najbardziej szaro-bury dzień. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń