środa, 30 września 2015

#Cellulit CelluOFF Avetpharma opinia test testowanie

Cellulit. To słowo wśród wielu pań wywołuje panikę, o niektórych uczucie wstydu, dyskomfortu...
Panowie podobno go nie mają. Dlaczego? - Bo jest brzydki. Taki "dowcip" od jakiegoś czasu krąży po sieci. Cellulit (pomarańczowa skórka) to po prostu nieprawidłowe rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, które powoduje nierówną, jakby pofałdowaną powierzchnię skóry, pełną grudek, zgrubień itp. (na podstawie wikipedii). Co ciekawe, mają go panie pulchne, takie, które prowadzą siedzący tryb życia, ale cellulit nie oszczędza także klasycznych "chudzielców", czy kobiet aktywnych, codziennie wylewających hektolitry potu ;)
Ja jestem gdzieś po środku - normalna budowa ciała, raczej aktywna niż odpoczywająca, aczkolwiek pracę mam raczej siedzącą. Cellulit też mam. I chociaż moja pupa i nogi nabierają coraz piękniejszych kształtów, bardzo mnie satysfakcjonujących, cellulit jak był, tak jest. Jak wiecie, ostatnio sporo biegam, wcześniej ćwiczyłam z Sylwią Wiesenberg oraz Ewą Chodakowską czy Mel B (obecnie brakuje mi na to czasu, ale po maratonie wracam do tych płyt!) i  trochę udało mi się schudnąć, tłuszcz w wielu miejscach zmienił się z mięśnie, ale nie wszędzie. Moje oświetlenie w przedpokoju bezkarnie obnaża moje niedoskonałości, które "usadowiły" się głównie pod pośladkami. Widziałam je także na zdjęciach z wakacji, na których wesoło pląsam w krótkich szortach lub bikini. Wówczas promienie słońca są bezlitosne... Podkreślają to, co chciałybyśmy schować, no ale chyba wolę "poświecić" trochę cellulitem niż gotować się na plaży w długich spodniach. Ogólnie rzecz biorąc nie mam gigantycznych kompleksów związanych z cellulitem, po prostu nauczyłam się go akceptować, ale gdyby tak zniknął? Czułabym się fantastycznie.

Ostatnio podjęłam się testowania suplementu diety CelluOFF. Otrzymałam trzymiesięczną kurację, podczas której mam nadzieję moje problematyczne miejsca, staną się moim powodem do dumy :)





Minął dopiero pierwszy tydzień mojego testowania. Póki co efektów jeszcze nie widzę, liczę na prawdziwy efekt wow już wkrótce :)



Stosowałyście kiedyś suplementy wspomagające walkę z cellulitem? 
Na pewno będę Was jeszcze informować o działaniu CelluOFF. 

czwartek, 17 września 2015

Calvin Klein Eternity Now Lovers CK #CalvinKlein, #EternityNOW, #EternityNOWLovers

Witajcie,

Pierwszy raz biorę udział w testowaniu zapachu i to jakiego zapachu! 

Calvin Klein Eternity Lovers! 

W ostatniej chwili zgłosiłam się do tej akcji i już po kilku dniach dotarła do mnie przesyłka z próbkami i miłą niespodzianką w postaci włoskiego wina musującego PROSECCO.


W paczce znalazłam 6 próbek (3 próbki męskie + 3 próbki damskie) oraz wspomniane wino musujące. Całość była zapakowana w efektowną tubę. 















Cóż mogę Wam napisać? Po raz pierwszy czuję, że jest to zapach dla każdej kobiety - delikatny, nienachalny, ale z pewnością też taki, w którym można się zakochać od pierwszego "wrażenia". Idealny na co randkę. Sprawi, że poczujecie się naprawdę wyjątkowo. Doda pewności siebie, zmysłowości  i pozytywnie nastroi na wspólny wieczór...



Nuta zapachowa Calvin Klein Eternity Now dla niej to soczysta liczi, delikatna piwonia i aksamitny kaszmir...



Nuta zapachowa Calvin Klein Eternity Now dla niego to tropikalny askomian, pikantny imbir i marokańskie drzewo cedrowe.



Z pewnością wrócę jeszcze przeczytacie na moim blogu na temat Calvin Klein Eternity NOW.

poniedziałek, 14 września 2015

Neutrogena szybko wchłaniający się balsam do twarzy i ciała

Obiecałam Wam recenzję kosmetyku, który... no można powiedzieć skradł moje serce ;) Dziś będzie krótko i konkretnie...
Zupełnie przypadkowo do koszyka wpadł mi kiedyś szybko wchłaniający się balsam do twarzy i ciała Neutrogena. Jakaś promocja w jednej z sieciowych drogerii, więc pomyślałam, że spróbuję. Polubiłam ten balsam od pierwszego użycia. Dlaczego? 


Faktycznie bardzo szybko się wchłania, ma lekką konsystencję, dzięki której łatwo rozprowadza się na skórze. Daje uczucie optymalnego nawilżenia przez długi czas. Skóra z każdym dniem staje się coraz bardziej miękka, gładka i świetnie wygląda. Opakowanie jest bardzo poręczne -  po prostu zwykły słoiczek, ale produkt można wykorzystać do końca. I tak się też stało. Na zdjęciu widzicie już drugie, nowe opakowanie, w nieco innej szacie graficznej, ale porównałam skład i na 99% to ten sam produkt. Drugie opakowanie kupione w Biedronce za ok. 11-12 zł. 
Naprawdę polecam ten balsam! 







wtorek, 1 września 2015

Ciemniejsza strona biegania...

Dziś jeszcze pomęczę Was trochę tematem biegania... ale obiecuję, że w ciągu kilku dni pojawi się kolejna notka, tym razem "kosmetyczna". Polecę Wam produkt, który zupełnie przypadkiem trafił do mojego koszyka... Notka się tworzy...
Tymczasem opowiem Wam nie o blaskach, a cieniach biegania, bo w sumie doświadczam tych drugich ostatnio nieco więcej. Jeśli śledzicie od czasu do czasu mojego bloga, to wiecie, że przygotowuję się właśnie do maratonu. Wybrałam krótki, bo 12-tygodniowy plan treningowy, ponieważ po 1) zwyczajnie brakowało mi czasu, by wcześniej go wdrożyć po 2) stwierdziłam, że plan początkowy/wprowadzający do biegania  mam już w większości zaliczony...

Jestem w połowie planu treningowego i hmm... już nic nie jest takie jak było kiedyś...
Jeszcze kilka miesięcy temu wychodziłam biegać kiedy miałam na to ochotę. Spotykałam się ze znajomymi, z dzielnicową grupą biegaczy, by w spokojnym tempie przedreptać wspólnie kilka kilometrów, opowiadając zabawne anegdotki. Oczywiście lubiłam też sama pobiegać z muzyką w słuchawkach... to mnie relaksowało, dzięki temu czułam, że mam wreszcie czas dla siebie - łączę przyjemne z pożytecznym...

W lipcu przebiegłam łącznie 185 km, w sierpniu 229 km. W każdym z tych miesięcy biegałam 18/31 dni, co daje średnio 10,3 km dziennie w lipcu i 12,7 km w sierpniu. To sporo, biorąc pod uwagę, że jeszcze 2 lata temu byłam typem kanapowca. Jednak radość z biegania zmieniła się w znużenie, w obowiązek, który coraz częściej mogę nazwać przykrym. Być może to wina pogody.. jest pięknie - słońce, upał, znajomi wypoczywają nad jeziorem, na działce, w ogrodzie, a ja po pracy przebieram się w strój sportowy i gnam ile sił w nogach. Mój plan treningowy zakłada treningi 4 razy w tygodniu, ale często robię te treningi dzień po dniu, by w weekend spotkać się chociaż przez chwilę ze znajomymi, rodziną lub... pobiec w zawodach! Mam niewiele czasu wolnego, znajomi, z którymi planowałam się częściej spotkać w wakacje przestali dzwonić, gdyż wciąż im odmawiałam. Mam nadzieję, że mimo to, jakoś mnie zrozumieją. Wciąż tłumaczę sobie, że za 6 tygodni wszystko się zmieni... a raczej wróci do normy. Po treningu nie chce mi się nic. Biorę prysznic i siedzę chwilę przed komputerem oglądając zdjęcia znajomych z facebooka, którzy fantastycznie się bawią... beze mnie. Nawet przestałam czytać książki, bo, mimo, że są  ciekawe i naprawdę mnie wciągają, ostatnio skutecznie mnie usypiają i łapię się na tym, że nie wiem, co przed chwilą przeczytałam. Mogę spać gdziekolwiek i o którejkolwiek godzinie. Cieszę się, że chociaż problem z bezsennością minął ;) Ta ciągła gonitwa - praca - trening - zawody + czas, który wypada poświęcić najbliższym powoli mnie niszczy fizycznie i psychicznie. Chociaż spodziewam się, że jestem w takim transie, że gdybym miała nawet jeden cały dzień dla siebie i tak poszłabym potruchtać, a ten trucht zamieniłby się w długie wybieganie. Serio... są dni, że zamiast wysypu endorfin jest przygnębienie i smutek, do tego nogi sprawiają wrażenie jakby były z ołowiu. Następnego dnia jednak te "ołowiane nogi" lubią ponieść mnie przez 20 km lub więcej. Mam taką huśtawkę nastrojów od dołka po euforię, gdy przebiegnę spory dystans. Mówili - biegaj, będzie fajnie. No i jest fajnie, ale już nie tak fajnie jak było na początku, gdy bieganie było zabawą, odskocznią od rzeczywistości. Często bolą mnie mięśnie, włosy częściej się przetłuszczają, a biust i delikatne miejsca ciała są regularnie obtarte przez bieliznę i odzież (szczególnie po dłuższych wybieganiach).
Znajomi biegacze wciąż walczą z kontuzjami, chodzą do fizjoterapeuty. (Odpukać w niemalowane) mnie to jeszcze na szczęście omija) Ale nasze mieszkanie jest w coraz gorszym stanie, bo mam teraz tylko delikatne zrywy na sprzątanie, a zdarza się, że garnki leżą w zlewie nawet 3 dni, do prasowania zbiera się gigantyczna kupa, którą później ciężko ogarnąć (dobrze, że koszulek do biegania najczęściej się nie prasuje ;)) podłogi wołają o mycie, a okna chyba już nie mogą się doczekać świątecznych porządków ;) Przestałam gotować "porządne" obiady i rzadko jem je z mężem, jak to zwykliśmy robić. Jest ciężko, ale mimo to nie rezygnuję. Życie jest po to, żeby spełniać swoje marzenia...
Pamiętam jak byłam w liceum... mówiłam, że kiedyś przebiegnę maraton. Później z moim M. chodziłam kibicować maratończykom. W tym roku biegnę i oby nic mnie nie powstrzymało. Wierzę, że te 12 tygodni poświęceń, ciężkiej pracy nie pójdzie na marne...
Obym na metę maratonu wbiegała co najmniej taka szczęśliwa i zadowolona:
no dobra, mogę nawet wpełznąć na metę jak wąż... byle tylko przekroczyć ją w regulaminowym czasie ;)