poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bourjois ROUGE EDITION VELVET

Również na ibeauty.pl, wygrałam do testowania pomadkę do ust Bourjois Rouge Edition  z matowym wykończeniem. Niestety nie mogłam wybrać sobie odcienia, ale przyjechał do mnie jedyny, na który sama skusiłabym się kupując ten produkt. Reszta wydaje mi się byt krzykliwa i przykuwająca wzrok, ale to tylko moje zdanie. Do testowania otrzymałam odcień nr 7 (nieco przybrudzony ciemniejszy róż).




Eleganckie, kanciaste opakowanie kryje w sobie aplikator podobny do standardowego błyszczyka. Pierwsze wrażenie nieco psuje zapach przypominający grunt do ścian lub podobną substancję używaną w czasie remontu, chociaż mam wrażenie, że z każdym dniem staje się on bardziej "kosmetyczny" i przyjemny. Kosmetyk rozprowadza się na ustach całkiem sprawnie. Nie trzeba być ekspertem w nakładaniu ciemniejszych odcieni szminek. Po lekkim przeschnięciu widać piękny efekt matu, który utrzymuje się w stanie idealnym przez kilka godzin (jeśli nie jemy i nie pijemy). Warto wziąć pomadkę ze sobą, wychodząc z domu, by poprawić makijaż w razie potrzeby. Odkąd otrzymałam pomadkę Rouge Velvet Edition, nie rozstaję się z nią. Tak bardzo przypadła mi do gustu. Zauważyłam 2 minusy: cena (ok. 49 zł/szt.) i zapach. Mimo to jest to szminka warta grzechu. Zresztą zobaczcie jak się prezentuje:






środa, 23 kwietnia 2014

Kosmetyki URIAGE krem HYSEAC K18 woda termalna

Po świętach ruszyłam pełną parą :-) Długo mnie tu nie było, bo jakoś święta to dla mnie bardzo stresujący czas, pełen pośpiechu i zarwanych nocek ;) Lubię rodzinne spotkania i świąteczne przygotowania, chociaż te drugie są dla mnie zawsze pełne zmartwień i nerwów. Do późnych godzin wieczorno-nocnych piekę ciasta i szykuję rozmaite potrawy, których później nikt nie jest w stanie zjeść do końca ;) Często w tym wszystkim się gubię, myśląc jeszcze w międzyczasie w  co się ubrać, jaka fryzura i biżuteria do danego zestawu będzie pasować. I jeszcze paznokcie - kolor, zdobienia... Kobiety przed świętami mają przegwizdane ;)
Po świętach rozpoczęłam regenerację duszy i ciała! Na szczęście w tym roku nie przytyłam ani grama za sprawą codziennego joggingu (wstawałam specjalnie o 7!), który oczyścił moje myśli, zrelaksował mnie i przygotował na pochłanianie (w rozsądnych ilościach ) świątecznych kalorii.

Dziś mam dla Was jeszcze jedną opinię. Tym razem o kosmetykach , które przyjechały do mnie niedługo przed świętami. W kolejce czeka jeszcze kilka nowych recenzji :-)

Na ibeauty.pl wygrałam do testowania kosmetyki Uriage. Przyznam szczerze i bez bicia, że dopiero wtedy usłyszałam o nich po raz pierwszy. W zestawie znalazła się woda termalna oraz krem Hyseac K18 do cery trądzikowej z zaskórnikami i zablokowanymi porami.

Pomimo tego, że już dawno nie jestem nastolatką, wciąż zmagam się z problemami skórnymi, a zaskórniki i widoczne pory są  prawie od zawsze moim ogromnym problemem. Od razu zabrałam się więc za testowanie. Krem ma przyjemną konsystencję i jest bezzapachowy. Szybko się wchłania. Potrzeba naprawdę niewielkiej ilości tego kosmetyku, by nałożyć go na całą twarz. Według dołączonej ulotki należy go stosować raz dziennie. Po kilku dniach zauważyłam poprawę wyglądu swojej cery. Widoczność porów się zmniejszyła, nie pojawiają się też nowe niedoskonałości. Makijaż lepiej "trzyma" się skóry, która z każdym dniem jest coraz gładsza i ma mniej zgrubień. Cały czas mam nadzieję, że dzięki niemu będę coraz piękniejsza hihihihih :-) 





Z pewnością minusem tego kremu jest cena - ok. 57 zł/40 ml. Jest jednak bardzo wydajny i jeśli na dobre poprawi wygląd mojej cery, zainwestuję tę kwotę w kolejne opakowanie.


Cóż mogę powiedzieć o wodzie termalnej? Najczęściej stosuję tego typu kosmetyki latem po opalaniu. Błyskawicznie łagodzą podrażnienia i niwelują pieczenie. Wyczytałam, że woda termalna Uriage utrwala makijaż. Nie szkodziło mi spróbować. Na pewno nie jest to kosmetyk typu fixer, może minimalnie przedłuża efekt makijażu. Po jej użyciu skóra wygląda zdrowo i promiennie, a makijaż wydaje się bardziej naturalny.  Spryskanie twarzy kosmetykiem, który nie wysusza skóry i daje uczucie przyjemnego orzeźwienia oraz  zawiera sporo cennym mikroelementów powoli staje się moim codziennym nawykiem . Wody tej nie osuszamy, sama idealnie wchłania się w skórę. Może przy dłuższym stosowaniu zauważę bardziej spektakularne efekty, na razie jest nieźle...

cena ok. 27 zł/150 ml  (podobno w Super-pharm w promocji można dostać poniżej 20 zł)


Mace jakieś doświadczenia z kosmetykami Uriage? Co o nich sądzicie? 

Samoopalacz AVON Sun+ Magic Tan

Pamiętam jak jeszcze w liceum na obozie szkolnym, po zgaszeniu wieczorem światła, moja koleżanka postanowiła posmarować sobie policzki kremem. Niestety pomyliła opakowania i zamiast  kremu, użyła samoopalacza. W efekcie miała rano dwie okrągłe plamy na policzkach...
Od tamtej pory bałam się używać tego typu kosmetyków. Do czasu, gdy wygrałam samoopalacz Avon. Moja pierwsza próba okazała się średnio udana. Nogi zyskały delikatnie ciemniejszy odcień, ale chyba źle umyłam ręce i w przestrzeniach między palcowych zgromadziło się tyle kosmetyku, że stały się brązowe :(
Długo zwlekałam z kolejną próbą ... do wczoraj... Wysmarowałam równomiernie łydki, zadbałam o bardzo dokładne umycie rąk i faktyczni tym razem moje dłonie nie zostały zafarbowane. Niestety jedna z łydek pokryta jest zamiast pięknym odcieniem opalenizny, wieloma smugami, które kończą się na kolanie wielką brązową plamą. Mam nadzieję, że to wszystko zejdzie do długiego weekendu!!!! Peeling, sok z cytryny pójdą w ruch! Na tym etapie kończę swoją przygodę z samoopalaczami. Odcień skóry jest żółtawy, daleki od moich oczekiwań. Jak widać, nie potrafię dobrze nałożyć kosmetyku, ale nawet nie chcę nabierać wprawy. Metoda prób i błędów pozostawia na skórze zbyt wiele śladów. Zapach tego samoopalacza jest chyba jedyną pozytywną jego stroną - egzotyczny z domieszką czegoś kakaowego. No może jeszcze nieźle nawilża skórę. Jednak mimo to jestem na nie.


Zrobiłam rano zdjęcie łydki, ale po obejrzeniu go na kompie, niewiele z niej wynika, dlatego nie dodaję ;) Nie pokazuję też na dłoni konsystencji tego kosmetyku, boję się zbyt szybkiej reakcji i ciemnego  placka :P

Używacie samoopalaczy? Czy może macie jakiś inny sposób na piękny wygląd skóry? 




środa, 16 kwietnia 2014

Pierwsze zamówienie kosmetyków Bingo SPA

Fotki do poprzednich wpisów uaktualnione :-)

Poniżej moje pierwsze zamówienie ze sklepu bingospa.eu




Wykorzystałam kod promocyjny i za kosmetyki zapłaciłam zamiast ok. 100 zł tylko 50 ;)

Wśród zakupów znalazły się m.in

Silnie złuszczający preparat z 50% kwasami AHA BingoSpa

Sól do stóp ze skłonnościami do pocenia BingoSpa

Balsam do stóp ze skłonnościami do pocenia BingoSpa

THERMOGEL Z KOFEINĄ BingoSpa

Maska błotna do twarzy - błoto z Morza Martwego, kaolin, cynk BingoSpa


Testowanie w toku ;)
Mam dla Was w tym miesiącu jeszcze kilka ciekawych opinii. Wkrótce publikacja :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

DERMENA LASH KAMPANIA STREETCOM

Kochani,
Jak wiecie, jestem ambasadorką Dermena Lash oraz biorę udział w kampanii Streetcom. Ponieważ minęło już sporo czasu od początku kampanii, powoli czas, by podzielić się z Wami moją opinią na temat testowanych produktów - mascary oraz odżywki.


Mascara Dermena Lash
Eleganckie opakowanie, niezbyt przykuwające uwagę. Z pewnością ciężko byłoby mi zauważyć ten produkt w gąszczu konkurencyjnych mascar, gdyby nie oryginalny kartonik. Takie opakowanie kojarzy mi się z produktami aptecznymi i to w ich pobliżu widziałam po raz pierwszy produkty Dermena Lash. Pierwsze użycie mascary bardzo mi się spodobało. Szczoteczka, wyginająca się we wszystkich kierunkach, bardzo ładnie rozdzieliła moje rzęsy nadając im głęboko czarny kolor. Trwałość tej mascary również była zadowalająca. "Została" na rzęsach przez cały dzień do późnego wieczora. Niestety z każdym kolejnym użyciem było gorzej. Szczoteczka nabiera za dużo tuszu. Albo więc nagimnastykujemy się i powycieramy ją przez kilkadziesiąt sekund o opakowanie, albo będziemy musiały przeczesać rzęsy specjalną szczoteczką. Produkt bardzo długo schnie na rzęsach, więc łatwo o odbicie kropeczek na górnych powiekach. Mimo to bardzo podoba mi się efekt jaki pozostawia. Jednak do ideału sporo brakuje...




Odżywka Dermena Lash
Opakowanie podobne do maskary. Jednak w środku nie znajdziemy tradycyjnej szczoteczki (jak w przypadku mascary), a mięciutki pędzelek. Jest to odżywka zarówno do rzęs i brwi, która je wzmacnia, zapobiega wypadaniu i poprawia ich wygląd. Początkowo byłam zaskoczona sposobem jej aplikacji, ponieważ moje wcześniejsze odżywko do rzęs miały zwykłą szczoteczkę. Szybko jednak się przyzwyczaiłam.Początkowo nakładałam za dużo produktu, przez co zdarzało się, że dostawał się do oka. Z czasem doszłam jednak do wprawy :-) Odżywka daje przyjemne uczucie chłodzenia i pielęgnacja z jej pomocą naprawdę jest przyjemnością. Czy działa? Moim zdaniem działa. Z natury mam jednak krótkie i rzadkie rzęsy, więc nie zauważyłam spektakularnego efektu. Cieszę się jednak, że rzęsy przestały wypadać i zarówno brwi i rzęsy stały się bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Widziałam na blogach innych dziewczyn naprawdę rewelacyjne rezultaty po "kuracji" odżywką Dermena Lash. Wierzę więc w ten produkt i z pewnością będę kontynuować jej stosowanie po skończeniu obecnego opakowania.
Zlokalizowałam już nawet gdzie można kupić oba produkty w atrakcyjnej cenie:
Mascara
Odżywka
Zamówienie możecie odebrać w wielu aptekach w całej Polsce :-)





Jeśli ktoś chce zobaczyć jak wyglądała paczka ambasadorska, odsyłam do postu z lutego TU


Używałyście już może produkty Dermena Lash? Jak u Was się sprawdziły?