środa, 26 marca 2014

Maybelline Affinitone czy Affinimat?

Przepraszam Was bardzo za brak notek w marcu. Niestety mam drobne problemy z internetem, które powinny się rozwiązać z początkiem nowego miesiąca.

Dosyć długo zwlekałam z notką dotyczącą podkładów Affinitone i Affinimat od Maybelline. Oba podkłady wygrałam w konkursach organizowanych przez Maybelline New York Polska. Może po kolei...





Affinitone




Testowałam odcień Rose Beige. Idealnie dopasował się do mojej cery. Po pierwszym nałożeniu byłam zachwycona - przykrył  większość moich niedoskonałości. Podkład łatwo się nakłada, ma dość rzadką konsystencję, dzięki której dobrze się rozprowadza. Przez całą zimę był moim podkładem numer jeden. W sumie się polubiliśmy... Nakładałam go na nawilżający krem do twarzy, czasem na bazę pod makijaż (szczególnie przed większymi wyjściami). Zużyłam prawie cały i wtedy zaczęły się "schody". Gdy leżał sobie w szufladzie z innymi kosmetykami i gdy było go już mniej niż 1/4 opakowania, wyciśnięcie podkładu z tubki wielokrotnie kończyło się zabrudzeniem umywalki, a czasem i innych fragmentów łazienki. Odkąd stoi pionowo, ten problem zniknął. Ogólnie rzecz ujmując to niezły podkład w rozsądnej cenie. Największym jego minusem jednak jest dla mnie jego trwałość. Niestety już po kilku godzinach prawie go nie widać, za to niedoskonałości owszem :/ Do tego buzia zaczyna się świecić... może zatem spróbować Affinimat?

Affinimat

Testowałam odcień Light Sand BeigeNiestety w tym przypadku odcienie wysyłano losowo. Nie wiem co miało to na celu, bo przecież odpowiednie dopasowanie odcienia do skóry to połowa sukcesu. Ja otrzymałam odcień bardzo jasny. Dobrze, że nie jeden z ciemniejszych, bo jeszcze wyglądałabym jak Agnieszka Włodarczyk TU ;)
Z odcieniem nie do końca trafili i wyglądałam trochę jakbym oprószyła się mąką. Jednak postanowiłam przetestować podkład w kilku ekstremalnych sytuacjach. Pierwszą z nich był minimaraton zumby. Na zumbie jestem zawsze czerwona jak burak, więc trochę jasnego podkładu na twarzy nigdy nie zaszkodzi ;) Napiszę Wam tak... "buraczkowe" prześwity się pojawiły, ale cera była idealnie zmatowiona. Nawet śmiesznie to wyglądało, bo nie posmarowałam tym podkładem powiek i bardzo się odznaczały. Jeśli więc ćwiczymy w makijażu (chociaż z nałożonym podkładem) niedługo po aplikacji, Affinimat daje radę. Niestety nie utrzymuje się na twarzy wystarczająco długo. Efekt zmatowienia pozostaje trochę dłużej niż krycie, jednak po kilku godzinach nie ma już nic. Konsystencja podobna do Affinitone. Lekka i przyjemna w dotyku. Dobrze stapia się ze skórą i pewnie dobrze to wygląda, gdy idealnie dopasujemy odcień.

Dodam jeszcze, że oba podkłady są bardzo wydajne i dostępne w podobnej cenie. Niby całkiem ok, ale sama raczej ich nie kupię ponownie. Szukam dalej... na razie moim ulubieńcem pozostaje Lumi Magique od L'oreal.





niedziela, 9 marca 2014

Milkshake mix kolorów Celia na paznokciach lakiery do paznokci

Już dawno miałam przetestować wygrane lakiery do paznokci Celia. Udało mi się to dopiero w ubiegłym tygodniu. Postanowiłam zrobić na paznokciach "maziaki" metodą foliową.
By w ten sposób pomalować paznokcie, potrzebujesz:

folię spożywczą, nożyczki i wybrane lakiery do paznokci.

Folię tniemy na małe kawałeczki. Paznokcie malujemy jednym odcieniem lakieru. Gdy ten przeschnie, nakładamy drugi odcień dość sporymi kropkami. Możemy też dodatkowo "maźnąć' kilka kropek lakierem, którego użyliśmy jako bazy. Przykładamy folię i za jej pomocą tworzymy finezyjne wzorki. Zdarza się, że musimy nałożyć kolejną warstwę kropek, bądź użyć dodatkowego kawałka folii, więc lepiej przyszykować ich sobie więcej ;)
Całość warto pokryć top coatem pryspieszajacym wysychanie i utwardzającym nasz manicure.

U mnie tym razem wyglądało to tak:



Użyłam 2 lakierów Celia (nr 8 i 10)





Oba kolorki są bardzo ciekawe. Początkowo ten pierwszy wydawał mi się taki lekko "trupi" :P ale nic z tych rzeczy. Ładnie prezentuje się na paznokciach. jako duży plus muszę podkreślić to, że szybko wysycha. Nie wiem jak z jego trwałością. Z moim top coatem trzyma się już 4 dzień i nie zamierza odpryskiwać ;) 

Podoba się? 




piątek, 7 marca 2014

Jantar odżywka do włosów i skóry głowy Wcierka Farmona

Kochani, dziś mam dla Was produkt, który przewijał się już wielokrotnie na blogach. Czytałam o nim sporo razy i jakoś mimo wszystko nie wierzyłam w skuteczność tej odżywki. Mimo to skusiłam się.
W kartoniku znalazła się szklana buteleczka o pojemnośc 100 ml,przypominająca kształtem popularny kiedyś Amol ;) Według producenta odżywka" hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywienia i regeneracji." Brzmi kusząco? Od razu wzięłam się za testowanie. Ważna jest tu systematyczność. Muszę myć włosy codziennie, dlatego za każdym razem po tej czynności wcierałam odżywkę we włosy. Były w bardzo kiepskiej kondycji. Ostatnie szampony, które kupiłam sprawiły, że straciły blask, szybko się przetłuszczaly. Po Syosie (kupionym w promocji w Rossmannie) byłam załamana. Włosy, świeżo umyte, wysuszone, wyglądały jakby były przetłuszczone. Zmieniłam szampon i zabrałam się do testowania wychwalanej wszędzie odżywki. Po pierwszym tygodniu zauważyłam znaczną poprawę. Moje włosy po pracy nie były już nieświeże. Wyglądały naprawdę o wiele lepiej. Wcześniej często już koło godz. 16-17 stawały się przyklapnięte, świecące (nie błyszczące!) i takie nieładne, po prostu. Do dziś zużyłam prawie całą pierwszą buteleczkę tego specyfiku. Stosuję odżywkę regularnie od kilku tygodni z małą przerwą na farbowanie włosów. Podobno jej stosowanie w okresie przed farbowaniem i po może spowodować, że kolor gorzej się przyjmie. Napiszę tak - jestem zachwycona! Budzę się rano z burzą włosów. Wyrosło mi mnóstwo tzw. baby hair. Moje włosy "zapieprzają" ;) ze wzrostem jak oszalałe. Gdy wiążę je w kucyk, mam już co związać - nie jest to jakaś licha "kiszka" :P tylko prawdziwy koński ogon :) Włosy przestały się przetłuszczać. Pozwoliłam sobie w pewien weekend na eksperyment. Nie myłam włosów. Spryskałam je co prawda w międzyczasie suchym szamponem, ale wcześniej dawał on radę co najwyżej na kilka godzin. Włosy może nie były świeże jak od razu po umyciu, ale serio mi się podobały. Mogłam wyjść w takim stanie na ulicę przez cały weekeend :P  Oprócz tej odżywki stosuję dodatkowo prawie przy każdym myciu inne odżywki - do spłukiwania lub w sprayu, bo Jantar trochę przesusza moje cienkie włosy. Mimo to nie są obciążone i wyglądają naprawdę rewelacyjnie!

Plusy:
cena - ok. 13 zł/100 ml
wydajność - jedna buteleczka starcza prawie na miesiąc kuracji (przy codziennym myciu włosów półdługich)
skuteczność:
przesuszają lekko przetłuszczające się włosy
przyspiesza wzrost włosów
dość szybko wyrastają nowe włosy

Minusy:
aplikacja - trochę ciężko wydobyć tę odżywkę z buteleczki (moja mama całą zawartość przelała do buteleczki z atomizerem)
może przesuszać nie tylko włosy, ale też skórę głowy



Żałuję, że nie robiłam sobie zdjęć od samego początku kuracji ;) 
Odżywkę kupicie w aptekach i drogeriach. Ja kupuję ją TU. Ostatnio załapałam się na promocję i cenę 10,40 zł :-) Ogólnie większośc leków, suplemetnów diety kupuję właśnie na doz.pl. Już przy zakupach powyżej 20 zł macie darmową dostawę do wybranej apteki. Często robię tam zakupy dla całej rodziny ;) Nie martwcie się, nie jestem ambasadorem tamtej apteki internetowej. Po prostu polecam Wam miejsce, w którym idzie zaoszczędzić prawie na każdej pozycji kilka złotych. Oczywiście nie na wszystkim - musicie mieć oczy szeroko otwarte! 

Używaliście tej odżywki? A może macie jakieś inne sprawdzone produkty wspomagające wzrost włosów i hamujące ich wypadanie? 


A tak poza tematem, chciałam się Wam pochwalić. Podjęłam wyzwanie znalezione na stronie fit.pl TU. Pracuję nad swoim ciałem od października 2013r. Waga prawie nie drgnęła, najbliżsi nie widzą spektakularnych efektów. Ważne, że ja widzę. Widzę mięśnie, które wcześniej się nie odznaczały i czuję je następnego dnia po ćwiczeniach (o niektórych nie miałam pojęcia! :P). Zresztą mięśnie ważą więcej niż tłuszcz ;)
Wracając do chwalenia... dziś przebiegłam 3,5 km, zrobiłam z Ewą Chodakowską Skalpel II (pokochałam ten zestaw ćwiczeń) + ćwiczenia z fit.pl - dziś zgodnie z harmonogramem Mel B ABS:You Tube + dodatkowo plank (deska 1:10). Takim sposobem ćwiczyłam dziś ponad godzinę. Jestem z siebie naprawdę dumna. Nawet mam jeszcze siły na prasowanie :P

A jak z Waszymi noworocznymi postanowieniami? Może dołączycie do wyzwania? To nic nie kosztuje, a ta inwestycja brzmi świetnie i wygrać możecie naprawdę wiele :-)




niedziela, 2 marca 2014

Podsumowanie lutego

Konkursowo w lutym było podobnie jak w styczniu. Bez rewelacji z nagrodami. Za to udało się kilka razy pójść do kina za darmo:
Lego Przygoda - ten film nawet mnie rozbawił :-)
Zimowa opowieść - trochę za dużo elementów fantastycznych, za którymi nie przepadam, ale przyjemnie się oglądało
Smak curry - moja opinia znajduje się TU
Noc Oscarowa - w piątek w ramach Enemefu (Nocnego maratonu filmowego) wyświetlono 4 filmy nominowane do tegorocznych Oscarów:
Zniewolony - świetny, wciągający, szokujący, wzruszający
Wilk z Wall Street - bardzo dobry, kontrowersyjny, z rewelacyjną grą Leonardo di Caprio, Margot Robbie, i Jonaha Hilla.
Tajemnica Filomeny - naprawdę dobre kino, ciekawy, bardzo wzruszający, na końcu wycisnął mi trochę łez ;)
Grawitacja 3d - najmniej przypadł mi do gustu, jednak efekty specjalne, napięcie i sceny - powyżej oczekiwań

Oprócz tego mój przepis kulinarny został opublikowany w "Przepisach czytelników", za co zgarnęłam 75 zł :-), zdobyłam szklankę Żywca z konkursu "Dopełnij facebooka", bon do Home & You za 100 zł, vouchery do kina z Orange Film (fb - Złote Kciuki), 4-pak Redd'sa i piwną koszulkę dla męża, trzy czteropaki Tyskiego :-) No i załapałam się do kampanii Streetcom Dermena. Wpadło jeszcze kilka drobnych nagród. Mam jednak nadzieję, że marzec będzie przełomowy :-)

Jak u Was z nagrodami/testowaniem/opiniami? I komu kibicujecie podczas dzisiejszej gali Oscarowej?