wtorek, 2 lutego 2016

Warszawa taka piękna! Moja wizyta w stolicy Giełda birofiliów Warszawa 2016 Centrum Nauki Kopernik

Przedostatni weekend stycznia spędziłam w Warszawie. Pojechałam tam na giełdę birofiliów, a więc przedmiotów związanych z piwem - kapsli, podstawek, etykiet, otwieraczy, porcelanek itp.
Sama, jak pewnie niektórzy z Was wiedzą, zbieram kapsle, więc była to dla mnie okazja, by powiększyć  swoją kolekcję, ale również spotkać się ze znajomymi, których wśród birofilów (osób zbierających birofilia) mam już naprawdę sporo. Takie giełdy odbywają się w wielu miastach w Polsce. Ja na giełdzie warszawskiej byłam po raz pierwszy, ale z pewnością nie ostatni.
Wstęp na giełdę kosztował 5 zł, rezerwacja stolika również tyle. W ramach opłaty za wstęp, każdy uczestnik otrzymywał siatkę z niespodziankami. Nam z mężem przypadła czapka z daszkiem, szklanka, otwieracz, karty do gry - jesteśmy bardzo zadowoleni :-) Chętni i pełnoletni uczestnicy giełdy mogli również kupić kilka rodzajów piwa z browaru Jabłonowo.
Na giełdzie pojawili się nie tylko polscy kolekcjonerzy. Wśród osób wymieniających się i handlujących znaleźli się również  m.in. birofile z Białorusi i Litwy. To była bardzo udana giełda zarówno towarzysko jak i kolekcjonersko. Moja kolekcja wzbogaciła się o ponad 200 kapsli. To super wynik!
(widok ogólny na giełdę fot. mąż)

(musiałam obudzić się od rana po piątkowej imprezie i nocnej podróży autobusem ;-))


Po giełdzie przyszedł czas na znalezienie hotelu, w którym zrobiłam rezerwację i zwiedzanie Warszawy. Mróz był niesamowity, śniegu mnóstwo! Ciężko było wyjść z hotelu, ale pogoda (poza temperaturą) bardzo zachęcała. Okolice Wisły wyglądały bajkowo. Spacerkiem dotarliśmy z mężem do Stadionu Narodowego, by później, również pieszo, dostać się na starówkę, która w jeszcze świątecznej odsłonie zrobiła na nas ogromne wrażenie. Warszawa wieczorem wyglądała cudownie! Wszędzie obecne lampki, bombki, świąteczne ozdoby tworzyły niesamowity klimat. Stolica nas zauroczyła. Z niecierpliwością czekaliśmy na niedzielę i zaplanowaną wizytę w Centrum Nauki Kopernik. Tyle dobrego słyszeliśmy o tym miejscu, więc postanowiliśmy przekonać się na własnej skórze, co w Centrum Nauki Kopernik jest takiego wyjątkowego. Ok. 11 w niedzielę weszliśmy do budynku. W środku było już trochę ludzi, ale nie było tłoku. Po ok. godzinie zaczęły się pojawiać rodziny z dziećmi i uwierzcie, do niektórych eksponatów nie można było się już dopchać ;) Na początku nie wiedzieliśmy jak się poruszać po budynku - nie było żadnej trasy, kierunku zwiedzania. Brakowało (a może nie zauważyliśmy) mapki. Trochę więc tak "po omacku" poruszaliśmy się po centrum odkrywając coraz to ciekawsze eksponaty. To naprawdę świetne miejsce! Trzeba jednak zarezerwować sobie sporo czasu (kilka godzin), żeby wszystko zobaczyć, a i tak po tych kilku godzinach spaceru między poszczególnymi atrakcjami czuliśmy się lekko znużeni. Po prostu tam sporo się dzieje, mózg przyswaja dużo informacji i nieraz jest oszukiwany ;) dlatego postanowiliśmy, że w tym roku jeszcze do Centrum Nauki Kopernik wrócimy. Nie udało nam się zobaczyć pokazu w Planetarium ani w Teatrze Wysokich Napięć (oba pokazy w cenie biletu), bo na to potrzebne były kolejne godziny. Wizyta w Centrum Nauki Kopernik ucieszy z pewnością dzieci, ale dorośli również wieloma eksponatami się zainteresują. Niestety my czas mieliśmy ograniczony i o godz. 17 musieliśmy już odjeżdżać do Poznania, ale to był naprawdę udany weekend i mamy jeszcze apetyt na więcej. Wrócimy do Warszawy jesienią, by po raz kolejny odwiedzić CNK i zwiedzić jeszcze kilka miejsc, na które czasu tym razem nam nie starczyło.
Na deser kilka fotek z Warszawy:
(nad Wisłą)




(przy Stadionie Narodowym)

(świąteczne dekoracje)






(wystawa "Lustra" w CNK)

(CNK)

(CNK)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz